Politechnika Opolska. Pół stulecia – pełny sukces
Dlaczego Opole? Zacznę od atmosfery tamtego czasu lat 60-tych. Powojenny wyż demograficzny właśnie pukał do drzwi wyższych uczelni. Politechniki pękały w szwach. Zwłaszcza w Gliwicach i Wrocławiu 70% chętnych odsyłano na inne uczelnie lub ustawiano w kolejce na następny rok. Idealny czas na dobry początek. I dlatego Opole trafiło idealnie – z zapotrzebowaniem, z miejscem, z profilem uczelni.
Boom trwał dobre 20 lat, zagospodarowywano kolejne roczniki, przybywało ludzi z solidnym wykształceniem do prowadzenia katedr, instytutów, zajęć

Historia połączyła mnie z Opolem poprzez serdecznego przyjaciela, prof. Leona Troniewskiego – wtedy dopiero co doktora habilitowanego – który pod koniec lat 70-tych zadomowił się w Opolu. Wydział Mechaniczny, przemianowany w tym okresie na Instytut i inżynieria chemiczna rosły na moich oczach. Bywanie w Opolu – z wykładami, seminariami, z prowadzeniem dyplomów – stało się moim drugim kluczowym zajęciem, po Instytucie PAN w Gliwicach.

Smutne i szare lata 80-te jakoś łatwiej było znieść w Opolu, towarzysko i na uczelni. Byliśmy zresztą wystarczająco młodzi, aby nie tylko ciężko pracować ale i bawić się w każdych warunkach. Jednocześnie pochłaniała nas aktywność w podziemnej „Solidarności”, będąc też źródłem ciągle nowych przyjaźni. Dobry czas, zwłaszcza lata 90-te, kiedy uczelnia wybiła się na samodzielność, gdy wreszcie przyjęto nazwę Politechnika Opolska, gdy przybywało studentów (bez boomu demograficznego, po prostu z 8-10% młodych ludzi kształconych na uczelniach wdrapywaliśmy się na niewiarygodnie wysokie 40%!), gdy ze Studium Nauk Społecznych i Ekonomicznych powstał Instytut Zarządzania.
Ale w Opolu bywałem też towarzysko, i to w wielu domach. A na wakacje, zwłaszcza spływy kajakowe, zawsze wybierała się razem ekipa z Górnego Śląska i Opola.

Byłem solidnie obudowany zajęciami, a prof. Troniewski (wówczas już profesor) prowadził właśnie, przez pełne 4 lata, sejmik województwa opolskiego. To była dla mnie dodatkowa, wyjątkowo cenna satysfakcja i duma.
Potem start w wyborach parlamentarnych 1997 roku i w konsekwencji rozstanie z uczelnią (ale nie z Opolem) na 4 lata. I powrót jak się okazało jedynie 2-letni, bo w 2004 roku przeniosłem się do Brukseli i Strasburga, z pracą, z moimi pasjami i sympatiami, z odpowiedzialnością.
Ale o Opolu, zwłaszcza Politechnice, nie zapominam nigdy. Choć czas mam ograniczony bardziej niż kiedykolwiek – bywam wśród Was, Opolan i ludzi Politechniki Opolskiej. Na 50-leciu Politechniki Opolskiej i na kolejnych jubileuszach.













