Tomasz Wróbel – prezes AZS Politechniki Opolskiej i członek Prezydium Zarządu Głównego AZS opowiada o letniej uniwersjadzie w koreańskim Gwangju, na której pełnił prestiżową rolę wiceszefa misji reprezentacji Polski. Zawody odbyły się w dniach 3-14 lipca i zaowocowały dla kraju osiemnastoma medalami.
Po rosyjskim Kazaniu, gdzie dwa lata temu pojechałem w charakterze członka biura misji, był to mój drugi wyjazd na uniwersjadę. Biuro misji zajmuje się wszystkimi kwestiami organizacyjnymi – od tworzenia akredytacji, przez technical meetingi, po transport i pomoc sportowcom oraz trenerom w kontaktach z miejscowymi, z attache i organizatorami. Dbamy o to, żeby reprezentacji niczego nie brakowało, tak aby trenerzy mogli skupić się już wyłącznie na zabezpieczeniu zawodników, a zawodnicy na starcie.
Uniwersjada to bardzo duża – trzecia na świecie – impreza, gromadząca 13 tys. zawodników. Polska grupa – razem z trenerami i działaczami liczyła około 200 osób. Zdobyliśmy 18 medali. Bardzo dobrze wypadli lekkoatleci (12 medali). Złoto trafiło do Pawła Fajdka w rzucie młotem, sztafety kobiet 4×400 m, wioślarza Jerzego Kowalskiego i Joanny Linkiewicz w biegu na 400 m przez płotki. Biorąc pod uwagę, że nie było tu kajakarstwa, które dało nam ostatnio 12 medali i siatkówki plażowej, w której mielibyśmy pewne dwa złote medale – to wynik jest bardzo dobry.
Skończyliśmy tuż za pierwszą dziesiątką. Wśród reprezentacji azjatyckich było wielu medalistów z igrzysk olimpijskich, poziom zawodów był bardzo wysoki i w wielu dyscyplinach – zwłaszcza zdominowanych przez Azjatów, czyli w łucznictwie, badmintonie, czy tenisie stołowym – trudno było nawiązać rywalizację, a mimo to udawało nam się docierać do ćwierćfinałów i zajmować miejsca 5-8. Ale – trzeba się mierzyć z najlepszymi!
Byłem jedynym przedstawicielem politechniki, ale myślę, że na kolejnej uniwersjadzie będziemy już reprezentowani mocniej. Gdyby był maraton, kajakarstwo, czy ciężary nasi zawodnicy na pewno mieliby szanse. Z Opola pojechała natomiast tenisistka Justyna Jegiołka z WSZiA i piłkarka nożna Agata Sobkowicz z UO, poza tym trzech badmintonistów – Aneta Wojtkowska, Paweł Pietryja i Mateusz Dubowski.
Lekkoatletyka to bardzo akademicki sport i na zawody pojechała ścisła, krajowa czołówka. Wielu polskich sportowców to tak naprawdę azetesiacy. Nasi studenci są bardzo dobrzy, i choć jeszcze nie dorównują klasą mistrzom, to myślę, że wkrótce to nastąpi.
Jeśli chodzi o kwestię organizacji zawodów – Koreańczycy nie uniknęli błędów, ale to dotyczy organizatorów wszystkich imprez – od najmniejszych do największych. Nie da się wszystkiego zaplanować i ta nieprzewidywalność jest piękna. Pokazuje również, że nie ma się co załamywać: jeśli coś nie wyjdzie, to świat się przecież nie kończy.
Byli na pewno mniej restrykcyjni niż Rosjanie w Kazaniu. Bardzo młodzi ludzie pełnili funkcję porządkowych i było z tym różnie: raz kontrolowali plecaki, raz nie, raz pozwalali coś wnosić, innym razem nie. Ogólnie nastawieni byli bardzo przyjaźnie, ale mieli problem z językiem angielskim, co zresztą jest w Korei powszechne. Kiedy wybierało się bez atache np. do restauracji, to wybór czegoś z menu napisanego koreańskimi ,,krzaczkami” był ryzykowny! A można trafić na ciekawe rzeczy – ośmiornice, ślimaki i bardzo ostre przyprawy były na porządku dziennym. Trzeba jednak próbować smaków świata.
Co do samej Korei – było to moje pierwsze starcie z kulturą azjatycką. Bardzo duża wilgotność, bardzo klaustrofobiczna wioska, bardzo wysokie, trzydziesto-czterdziestopiętrowe budynki. Całkiem inny świat. Koreańczycy inaczej żyją, inaczej postrzegają różne rzeczy, na ich mapach to, co dla nas jest dalekim wschodem, oni przedstawiają w samym centrum świata.
Podróż do Korei była na pewno bardzo ciekawym doświadczeniem, uczącym dystansu do własnego świata, tego, że nie wszyscy mają takie problemy, jak my. Dużo z tego wyniosłem. Kiedy jestem gdzieś daleko, zawsze staram się zobaczyć, jak żyje się zwykłym rodzinom, jak żyje ulica. Zależy mi na tym, żeby poza oficjalnymi spotkaniami, przejść się samemu i poszukać czegoś nowego, poznać lokalne realia, zwyczaje, czy kuchnię. To wszystko daje prawdziwy odbiór miejsca, nie zawsze podręcznikowy, ale na pewno dużo bardziej naturalny.
Korea jest krajem po części chrześcijańskim, po części buddyjskim. Koreańczycy są bardzo rodzinni, dużą wagę przykładają do jedzenia i wspólnego biesiadowania.Wyglądają bardzo młodo. Klimat na południu Korei jest podzwrotnikowy, panuje bardzo duża wilgoć, czasem trudno było oddychać – zwłaszcza Europejczykowi, bo kiedy padał deszcz to było tak, jakby odkręcić kran z ciepłą wodą, a kiedy po chwili wychodziło słońce to nastawał 40-stopniowy upał.
Kąpaliśmy się w bardzo ciepłym Morzu Południowo-Chińskim. Na plaży było mnóstwo meduz, małży i krabów.
Myślę, że to nie ostatnia moja wizyta w Azji, bo to bardzo ciekawa część świata, a lubię ten świat poznawać.
Dziękuję moim kolegom z AZS, że docenili moją działalność i zaproponowali mi bycie wiceszefem na uniwersjadzie. Staram się ciągle rozwijać i działać na rzecz tej najstarszej sportowej organizacji akademickiej w Polsce (już 106-letniej, żeby być dokładnym).
Dla mnie była to okazja do zdobycia doświadczenia, obserwacji, ,,jak to się robi na świecie” oraz nabycia wartościowych kontaktów. Zawarłem znajomości z wieloma zawodnikami i szefami poszczególnych federacji. Mogłem porozmawiać ze sportowcami o tym, co ich boli, o sytuacji finansowej panującej w poszczególnych miastach, o tym, czego im brakuje, a z czego są zadowoleni. Są to bezcenne, niepisane informacje.
Jakaś sytuacja kryzysowa?
Nie było, natomiast jedną z ciekawszych sytuacji na całej uniwersjadzie było to, kiedy nasz biegacz Kamil Gurdak podczas sztafety 4 x 400 m przebiegł całe okrążenie bez buta, który spadł po tym, jak na zmianie nadepnął mu na nogę Amerykanin. Sztafeta zdobyła brązowy medal! Nie trzeba tłumaczyć, jak ciężko i niebezpiecznie jest biec ,,na maksa” bez buta. Kamil stał się cichym bohaterem zawodów.
fot. https://www.facebook.com/Gwangju2015PolishTeam
https://www.facebook.com/Gwangju2015.en

















